Środa, 2017.10.18 Hanny, Klementyny, Łukasza

Jak powstają utwory dla dzieci. Wywiad z Jarosławem Mikołajewskim

kiedy_kiedys_okladka
Literacki Egmont: Kiedy napisałeś pierwszą książkę? Dlaczego?

Jarosław Mikołajewski: Pierwsza moja książka - A świadkiem śnieg -  była zbiorem wierszy. Ukazała się w 1991 roku. Ale zbiór wierszy to książka inna niż wszystkie, pisana dwukrotnie. Pierwsze pisanie, to układanie drobnych utworów, najczęściej przez kilka lat. Drugie pisanie to nadawanie im kolejności.

Czym się różni pisanie dla dzieci od pisania dla dorosłych? Czy się czymś w ogóle różni?

Oj, różni się, i to bardzo. Kiedy piszesz dla dorosłych, na ogół nie wiesz, dla kogo to robisz. Kiedy piszesz dla dzieci, masz czytelnika przed oczami, widzisz go w każdej chwili. Konfrontujesz z nim każde słowo i doskonale widzisz, kiedy się krzywi albo ziewa.

Czyli stawia Cię jako twórcę do pionu... Sądząc po tym, ile książek dla dzieci opublikowałeś - chyba raczej lubisz pisać dla dzieci właśnie? Dlaczego?

Nigdy nie planuję książek czy wierszy dla dzieci. Piszę je, kiedy opowieść i tonacja są gotowe, a brakuje tylko sformułowania. Ostatnio napisałem cykl wierszyków o morzu. Skojarzenia i pomysły przychodziły mi do głowy w kąpieli, chyba od pięciu lat. Wynurzając się z fal, mówiłem je na głos /Idzie fala, wielka fala, taka fala, co wywala.../, najmłodsza córka coś dopowiadała, poprawiała. Aż wierszyki dojrzały, usiadłem i napisałem w kilka dni.

Wierszyki dojrzałe dla niedojrzałych. Jest wiedzą powszechną, że niedojrzali, czyli dzieci powinni czytać. Jak byś zdefiniował rolę książek, a właściwie – czytania książek, w życiu młodego człowieka?

Myślę, że roli książek możemy się tylko domyślać, i to nietrafnie. Coś w nas robią, i nigdy nie będziemy wiedzieli, czego dokonały. Żeby powiedzieć coś na pewno, należałoby spytać, co z nami robią. A jeśli tak, to proszę: zatrzymują, wbijają w fotel, rozkochują, nie pozwalają się oderwać, przejmują. To siła książki. A rola książki zaczyna się o krok dalej, i tam już trudno stwierdzić cokolwiek.  

A jakie były najistotniejsze lektury Twojego dzieciństwa? Dlaczego akurat te?

Chłopcy ze Starówki, cykl o Tomku Wimowskim - one były dla mnie najważniejsze, kiedy byłem dzieckiem. I taka książka o trudach życia pierwotnego człowieka. Jej bohater miał na imię Mamucik. Bardzo bym chciał, żeby ktoś mi przypomniał tytuł tej powieści, która sprawiła, że kiedy jej postaci żuły suszone mięso mamuta, ja prosiłem mamę, by podawała mi paski mocno wysmażonego i osolonego mięsa... Najważniejszą książką napisaną przez dziecko, które siedziało w dorosłym jest Pan Tadeusz. Teraz, od wielu już lat, najważniejszą książką o dziecku jest Pinokio... Kiedy się zastanawiam, to widzę, że zawsze fascynowały mnie książki mocno osadzone w realnym świecie, takie, które dawały poczucie, że i ja w nim byłem. Dlatego też najważniejszymi lekturami mojego dzieciństwa były rozmowy - opowieści dorosłych o swoim prawdziwym życiu. O szkole, o wojnie, o chorobach.

Wieszcz dzieckiem - to bardzo ładne. Ale chcę jeszcze zapytać o Twoją najnowszą książkę, Kiedy kiedyś... Skąd pomysł książki dla małych dzieci o umieraniu?

Chyba z fascynacji tym niezwykłym zderzeniem, jakim jest spotkanie starego człowieka i dziecka. Mówiąc banalnie, dla starca dziecko jest radością, a dziecko zaciekawione jego opowieścią, jest dla niego okazją do tego, by budzić ciekawość w czasie, kiedy nikogo już nie ciekawi. Dla dziecka starzec jest tajemnicą, stworzeniem z innej planety, o którym się jednak mówi, że kiedyś był dzieckiem takim jak ono. Dziecku nie mieści się w głowie, że ciało starca mogło być kiedyś dziecięce, a jego własne ciało będzie mogło być starcze. A śmierć jest największą tajemnicą starego człowieka w oczach dziecka, miejscem spotkania w świecie, którego nie ma, lecz w którym dziecko jakoś się jednak odnajduje. Dziwne, nie?

Owszem... Dziękuję bardzo za rozmowę.
Projekt i realizacja: direktpoint