Czwartek, 2017.05.25 Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny

Małe syrenki

niemowle_w_kapieli
Jeszcze nie trzymał główki, nie potrafił przekręcić się na bok, złapać grzechotki. Większość doby przesypiał. Właściwie jedyne, co umiał, to uśmiechać się i wodzić za mną wzrokiem. Długo zastanawiałam się, czy zabieranie takiego malucha na basen to nie ekstrawagancja. Nie byłam pewna, czy ulegam modzie ryzykując zdrowie dziecka, czy też postępuję właściwie. Wątpliwości rozpłynęły się wraz z pierwszym pluskiem, kiedy usłyszałam pisk radości i zobaczyłam, jak mój dwumiesięczny syn na chwilę zapomniał o tym, jaki jest nieporadny. Pływamy od kilku tygodni, zebrałam już sporo doświadczeń. Obserwowałam też profesjonalne zajęcia "pływackie" dla niemowląt.

Powrót do wody
Już za pierwszym razem było tak, jak to opisują foldery reklamowe szkółek pływackich: pół godziny w basenie i ani chwili płaczu. Patrzyłam na syna i miałam wrażenie, że w wodzie dużo lepiej panował nad swoim ciałem, które w cudowny sposób straciło na wadze. Trzymany za dłonie utrzymywał bez trudu pozycję pionową albo kładł się na wznak i leżał prosto na powierzchni podpierany jedynie pod głową. Nie wykonywał gwałtownych ruchów rękami i nogami (wydawało mi się, że będzie zachowywał się w ten sposób, ale teraz myślę, że on przecież nie zna pojęcia "gruntu pod nogami" i nie musi machać kończynami w poszukiwaniu podparcia, bo to właśnie taka "mokra nieważkość" jest dla niego stanem naturalnym, zapamiętanym jeszcze z czasów płodowych).

Po pierwszej wizycie na pływalni stwierdziłam, że ta zabawa ma sens. Moje przekonanie zmieniło się w pewność, kiedy analizowałam dostępne wyniki badań na ten temat. Dzieci pływające są zdrowe, gibkie, silne, mają proste kręgosłupy i dobrą kondycję. Harmonijny rozwój fizyczny pozwala im rozwijać się w innych dziedzinach. Dziecko, które "panuje nad żywiołem"  jest pewne siebie i skłonne do podejmowania wyzwań. Jednocześnie ma świadomość własnych ograniczeń. Nie trzeba dodawać, jak ważne jest, że oswojony z wodą maluch, jeśli nie zajdą dodatkowe niesprzyjające okoliczności, jest dodatkowo zabezpieczony przed przypadkowym utonięciem - co oczywiście nie zwalnia opiekunów z obowiązku kontrolowania wszelkich dziecięcych zabaw w wodzie.

Niekoniecznie w kosztownej szkółce
Mogłoby się wydawać, że zajęcia na basenie dla niemowląt to luksus. Istotnie, ceny są dość wysokie - półgodzinne zajęcia kosztują od 20 do 40 złotych. Jednak można obejść tę barierę. Jeśli sami pływamy dobrze, będziemy najlepszymi nauczycielami dla swoich dzieci, tylko ci rodzice, którzy nie mają zaufania do własnych umiejętności, muszą zdać się na pomoc trenera.

Zajęcia z dziećmi to wesoła zabawa wśród dmuchanych akcesoriów. Ale nie każde dziecko nadaje się na taki kurs. Choć nie aż tak jak dorośli, to przecież niemowlęta różnią się między sobą - nie każdemu dziecku odpowiada radosny harmider, nie każde cieszy się na widok dużej liczby pływających kolorowych przedmiotów, często kilkakrotnie większych, niż ono samo.

Choć znamy swoje pociechy, to wprowadzając je do nowego otoczenia, całkiem odmiennego, niż oaza rodzinnego domu, musimy spodziewać się każdej reakcji - od euforii po niechęć i strach. Dlatego - w mojej opinii - warto pierwszy raz wybrać się z dzieckiem na pływalnię indywidualnie. Najlepiej zrobić to w czasie, kiedy odbywają się zajęcia szkółki pływackiej dla najmłodszych. Z reguły zajęcia dla niemowląt organizowane są w oddzielonej pływakami części basenu; pozostali mogą obserwować z boku, jak wygląda nauka. Skupiając się na reakcjach własnego dziecka, kątem oka można zwracać uwagę na przebieg zajęć. Warto zbliżyć się do grupy i sprawdzić, czy nasze dziecko lgnie do dzieci i zabawek, czy też wybucha płaczem, bo liczba bodźców jest dla niego zbyt duża.

Obowiązkowo pod okiem ratownika
Ja zdecydowałam się sama oswajać synka z wodą. Skonsultowałam swoją decyzję z ratownikiem, który poinformował mnie o tym, co zrobić w przypadku zachłyśnięcia i na co zwracać uwagę, aby zapewnić niemowlęciu maksimum bezpieczeństwa. Zawsze, kiedy jestem z dzieckiem w wodzie, informuję o tym osoby odpowiedzialne za bezpieczeństwo (czasem wystarczy kontakt wzrokowy) i nie oddalam się od ich stanowiska.

Zgodnie z radą trenera, unikam popularnych jaccuzi - ich zaletą jest temperatura wody, jednak wiąże się ona z dużo większą niż w basenie ilością zanieczyszczeń, które po połknięciu mogą być dla maluszków groźne. Jeśli komuś podoba się swobodne pluskanie w bardzo ciepłej wodzie, lepiej żeby wszedł z dzieckiem do domowej wanny pełnej wody. Tam też można doskonale się bawić.

Organizatorzy kursów dla niemowląt przekonują, że przygodę z basenem najlepiej jest zaczynać w 6-8 tygodniu życia niemowlęcia, o ile tylko wyrazi na to zgodę lekarz pediatra. Wówczas bowiem dziecko pamięta jeszcze odruchy z życia płodowego i nie otwiera ust, kiedy jest zanurzane.

Uwierzyłam w to i "zabawiłam się" w przytapianie dziecka. Okazało się, że mój syn, choć w dniu eksperymentu nie miał skończonych 3 miesięcy, otwiera usta i krztusi się, łykając wodę. Nie mogę zatem potwierdzić tezy o zachowaniu odruchów płodowych - choćby moje dziecko miało być tylko wyjątkiem potwierdzającym regułę. Z rozmów z rodzicami, które staram się prowadzić przy każdej wizycie na basenie, wynika, że mój niemowlak nie jest wyjątkiem - także inne maluchy piły wodę i krztusiły się, a nawet wymiotowały, kiedy zanurzano im głowy.

Dziecko to nie ryba
Nie przekonuje mnie moda na zanurzanie dzieci. Foldery szkółek pełne są zdjęć radosnych nurkujących "małych syrenek". Takie zdjęcie to oczywiście fantastyczna pamiątka. Jednak nawet niemowlęta potrafią zadławić się wodą, a skutki takiego zdarzenia mogą być tragiczne. Ponadto uważam, że w sytuacji, gdy wyparzamy smoczki i wszelkie dziecięce akcesoria, fundowanie maluchowi kilku łyków basenowej wody jest niepotrzebnym ryzykiem. Trenerom szkółek pływackich z reguły udaje się przekonać rodziców do takich ćwiczeń. Nie wykluczam, że ma to sens. Ale z pewnością odradzałabym takie zabawy rodzicom pływającym indywidualnie.

Również ratownicy,  którymi rozmawiałam - niezwiązani z żadną szkółką - byli zdania, że to zabawa, którą można sobie darować. Odruchy płodowe i tak zanikają, a więc, choćbyśmy bardzo chcieli, nie zrobimy z naszych dzieci rybek. W nurkowaniu chodzi o to, żeby oswoić malucha z mokra buzią. W ocenie niezależnych trenerów podobny efekt uzyskamy chlapiąc dziecku na twarz albo polewając mu główkę wodą z plastikowej konewki.

Morsem będzie później
Niemowlę musi mieć ciepło. Woda na wybranym przez nas basenie powinna być ozonowana, a jej minimalna temperatura to 32 stopnie Celsjusza. Warto sprawdzić, czy temperatura rzeczywiście jest taka, jak wskazują tablice informacyjne pływalni. Termometr, który stosujemy do domowych kąpieli wskaże właściwą - być może okaże się wtedy, że musimy wybrać inną pływalnię (znam przynajmniej jeden basen, gdzie woda jest o dwa stopnie chłodniejsza niż sugeruje obsługa). Zniechęcić dziecko do pływania jest dużo łatwiej niż zachęcić, a zimno zniechęca do odwiedzania pływalni nawet dorosłych.

Odradzałabym tez przebieranie niemowlaka w szatni. Choć są one wyposażone w przewijaki, które pozwalają wygodnie ułożyć malucha, nie sposób ustrzec się tam od przeciągów. Ja sprawnie ubieram synka na pływalni. Wprawdzie w samochodowym nosidełku jest to trudniejsze niż na przewijaku, ale gwarantuje, że mały będzie się uśmiechał, zamiast ryczeć wniebogłosy z zimna, jak zwykł to czynić w szatni.

"Dziecko" i "planowanie" wzajemnie się wykluczają
Nie należy zniechęcać się do rodzinnego pływania, jeśli dziecko skwituje "cudowny powrót do świata sprzed porodu" rozpaczliwym płaczem. Wiem dobrze, co czuje wtedy rodzic, bo sama byłam bliska rezygnacji, kiedy podczas drugiej wizyty na basenie mój syn darł się tak, że słychać go było w przebieralni. Kolejne sesje utwierdziły mnie jednak w przekonaniu, że dobrze robię, fundując mu taką odmianę od codziennych rytuałów. Z perspektywy widzę, że dziecko ma prawo płakać w wodzie, podobnie jak płacze "na sucho" - czasem nie ma to zupełnie związku z tym, gdzie się znajduje.

Skoro więc podejmiemy decyzję o wspólnych kąpielach, warto zabezpieczyć się przed własnym lenistwem i nie dopuścić, aby był to jedynie słomiany zapał. Ja wykupiłam swojej rodzinie karnet na pływalnię. Ma on formę otwartą, powinnam po prostu wykorzystać określoną liczbę godzin w danym okresie; nie muszę stawiać się na basenie o ściśle wyznaczonych godzinach.

Tu nasuwa mi się jeszcze jeden argument za indywidualną zabawą - kurs dla niemowląt musi być w pełni opłacony, a zajęcia odbywają się zawsze o tej samej porze, z reguły raz w tygodniu. Jeśli dziecko zachoruje, lekcja przepada. Dzięki karnetowi mogę sama decydować, kiedy pojedziemy na basen - uzależniam to nie tylko od formy i nastroju syna, ale również od własnych obowiązków, które nie zawsze dadzą się przewidzieć. "Plan lekcji" można układać starszym dzieciom - niemowlę powinno mieć elastyczny rozkład dnia.

***

Podsumowując: polecam z całego serca pływanie z niemowlakami. Musze jednak zaznaczyć, że powyższy artykuł jest wyrazem moich osobistych przekonań. Służę radą i doświadczeniem, ale zachęcam do konsultacji z lekarzem pediatrą i ratownikiem na wybranej pływalni przed podjęciem decyzji o zabraniu Państwa dzieci na basen.

Karolina Duszczyk

Forumowe komentarze

portret użytkownika Gość

w pełni się zgadzam

w pełni się zgadzam z każdym słowem napisanym przez autorkę. joasia maciaszczyk lub missja
Projekt i realizacja: direktpoint