Niedziela, 2017.07.23 Sławy, Sławosza, Żelisławy

Dzień świstaka

dzien_swistaka_foto
Budzi cię świt i kwilące dziecko. Drugi szkrab wprawdzie jeszcze drzemie, ale przez skórę czujesz, że już tylko chwila dzieli cię od momentu, kiedy zagrają w duecie. Dźwigasz z łóżka swe senne ciało, otulasz ramieniem maleństwo i - karmiąc je - naiwnie próbujesz wydrapać od Morfeusza jeszcze coś dla siebie. Po kwadransie starsze dziecko budzi się z bólem w oczach - przypomina sobie, jak bardzo jest teraz głodne. I chce siku. I chce natychmiast założyć te niebieskie rajstopy! Rozważasz szanse na sklonowanie siebie. Niestety - podwójne masz tylko nazwisko. Ale spokojnie, bez obaw - życie pokazało, że jesteś przecież szybka i niezwykle skuteczna, a dyplomację i elementy negocjacji w dziedzinie wychowywania własnych dzieci - no jakbyś wyssała z mlekiem matki! Zarządzasz powrót potomstwa do łóżeczek i półprzytomna podążasz do kuchni, jednocześnie nasłuchując, czy życie żadnego z nich nie jest zagrożone obecnością drugiego. A potem? A potem to już idziesz z prądem - dasz radę przeżyć ten dzień choćby z zamkniętymi oczami, bowiem cykl czynności, które się na niego składają, masz opanowany do perfekcji. Cóż, to twój kolejny dzień świstaka.

Pranie, gotowanie, budowle z klocków i kreatywne machanie grzechotkami; picie, przekąska, deser, czytanie książeczki, może jakaś układanka z puzzli. Taki ot, maraton. Kiedy uda ci się nakłonić do drzemki jednocześnie dwójkę - a teoretycznie może się tak zdarzyć - sama nie wiesz, co jest ważniejsze: popołudniowa toaleta, dokończenie obiadu czy też niecierpiąca zwłoki internetowa sprawa. Masz kilkadziesiąt minut - na ustanowienie priorytetów i realizację zadań. Wprawdzie przychodzi ci do głowy rzucenie wszystkiego w cholerę, tuła się po twej głowie myśl, że może by choć na chwilkę, choć na troszeczkę przyłożyć głowę do poduszki, ale szybko wybijasz sobie ten pomysł z głowy - za pomocą gotowego już do współpracy mopa. Zazwyczaj jednak problem dramatycznych wyborów natury organizacyjnej rozwiązuje się sam - dzieje się tak wtedy, kiedy dzieciaki pozwalają ci nacieszyć się sobą indywidualnie: kiedy jedno dziecko śpi, a drugie czuwa. A potem się wymieniają.

Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, w jednym tempie mijają dni. I żyjesz jak nie ty, w dzikim pędzie, rozciągając się między rankiem a nocą, pomiędzy kuchnią a sypialnią, rozdarta między tym, co powinnaś, a co powinnaś bardziej. I czasem, gdy masz już naprawdę dość, to cichutko tłumaczysz sobie, że to nie na zawsze... że wrzucasz do skarbonki... że zatracasz się w domowych pieleszach tylko do momentu, aż zakończy się twoja misja - urlop macierzyński, może wychowawczy i wrócisz do pracy - by odpocząć. I wtedy będziesz inaczej, będziesz inną mamą: inaczej rozłożysz obowiązki i inaczej rozdysponujesz swój czas. I obudzi się w tobie kobieta. Przypomnisz sobie, co to dobry film, ciekawa książka, godziny w sieci, gabinet kosmetyczny czy wypad z koleżanką na drinka.

Całodobowa opieka nad dzieckiem to pozornie nuda, lenistwo w domowym zaciszu, cykl prozaicznych czynności bez znaczenia. Życie całodobowej matki to ciężka praca - to monotonny i ogłupiający dzień świstaka, odliczany liczbą zużytych pieluch, to kalendarz wypełniony dniami różniącymi się między sobą tylko obiadowym menu. Ale bycie całodobowo dyspozycyjną mamą to nie tylko zaniedbana kobieta w rozciągniętych dresach, czupiradło o nieobecnym wzroku, gejzer przemyśleń słoiczkowo-kupkowych. Bycie taką mamą to też wielkie szczęście - bowiem nie co dzień można dostrzec pierwszy uśmiech dziecka, usłyszeć pierwsze "mama", przeczytać pierwszą literę czy towarzyszyć w pierwszych krokach maleństwa. Tylko trzeba o tym pamiętać - na co dzień.

Monika Zalewska-Biełło
Projekt i realizacja: direktpoint