Piątek, 2017.03.24 Gabrieli, Marka, Seweryna

Nie dla Katona Kot

Portret kota
Kot i dyscyplina to zasadniczo dwa przeciwstawne sobie pojęcia. Sierściuch ma bowiem naturę wolno-myśli-czynociela i coś tak obmierzłego, jak jakiekolwiek ograniczenia, nijak nie mieści się w jego światopoglądzie. No chyba, że wyżej wspomniane rygory dotyczyłyby człowieka (o psie nie wspominając). Kot wie takie rzeczy już od urodzenia. Niestety trochę czasu (dodajmy cennego) zabiera mu wytłumaczenie tego odpornemu zazwyczaj na tę prostą wiedzę człowiekowi.

Doskonałym przykładem na objaśnienie powyższego zjawiska jest kwestia tzw. drapki. Dla nieuświadomionych: jest to przedmiot, który zdaniem producenta ucieszy każdego Futrzaka, dając mu znakomitą sposobność grzecznego ostrzenia pazurków we wskazanym miejscu (dobre, oj dobre!). Wspomniane narzędzie często zawiera frymuśne elementy rozrywkowe, mające zachęcić użytkownika do połączenia przyjemnego z pożytecznym. Tyle teoria (jakżeż ona piękna!)

W praktyce wygląda to mniej więcej tak: Sprowadzasz sobie do domu Kiciusia Ukochanego. Ojojoj jaki On słodziutki, puchaty, rozkoszny, normalnie cacko z dziurką - mamrocze twój błyskawicznie rozmiękczony obecnością Kota mózg. W zasadzie, teoretycznie, masz świadomość, że Kot oprócz miękkiego futerka ma jeszcze twarde szpony („i krogulcze miał paznokcie” jak powiada klasyk), ale jakoś tak niespecjalnie bierzesz to do siebie. Co on tam może nabroić tymi małymi pazurkami, myślisz sobie, przyznajmy, dosyć lekkomyślnie. Naiwne myślenie kończy się przy okazji pierwszego zetknięcia z twardą rzeczywistością. Oważ twarda rzeczywistość, w postaci Kota, przemaszeruje bowiem któregoś pięknego dnia przez twoje mieszkanie, bezbłędnie namierzy najcenniejszy mebel, najchętniej pokryty wściekle drogą tapicerką (ma się to oko) i o wspomniane cudo sztuki rzemieślniczej wesoło, acz niespiesznie, postanowi wyostrzyć sobie nadmienione wyżej małe pazurki. Na ki diabeł mu ostrzyć te pazury kiedy i tak nie łazi po drzewach - zastanawiasz się rozsądnie, bo chwilowo jesteś w szoku. Gdy jednak przypominasz sobie cenę masakrowanego właśnie mebla szybko dopada cię oburzenie. „A psssikkk!” piszczysz przeciągle, bo z nerwów ścisnęło ci gardło. Patrzy na ciebie zdumiony. Się nawet chwilowo nie obraził, tylko się dziwi (w końcu to pierwszy raz i Kot jeszcze jest cierpliwy) Zgłupiałeś, czy jak, to chyba jasne, że trzeba konserwować narzędzia pracy.

Ostatecznie pozbawiony złudzeń co do „małych pazurków”, po pouczającej lekturze fachowych periodyków, sprytnie (ach ten twój niezdarny machiavellizm) postanawiasz zakupić Kotu drapkę. Odwiedzasz stosowny przybytek, gdzie jak zwykle osacza cię morze dobra wszelakiego. Tradycyjnie trochę panikujesz, tonąc w powodzi owiniętych parcianym sznurkiem deseczek, różnokształtnych stojaków (o, jaki ładny ten udający myszkę), tudzież płytek pokrytych specjalnym dywanikiem. Postanawiasz na początek pójść w najprostszy wariant, czyli sznurkową deszczułkę w atrakcyjnym kolorze pistacji. Cały zadowolony wracasz z drapką do domu. Znacząco kładziesz ją przed Kotem. Patrzy i zaciekawiony czeka, co też z nią będziesz robił. Moje niebożątko, jak to jeszcze nic nie wie o zdobyczach cywilizacji - rozczulasz się jak kretyn. Bierzesz jego łapę i przejeżdżasz nią po deseczce. Kot nabiera podejrzeń, że odebrało ci rozum. Nie zniechęcasz się, tylko postanawiasz udowodnić mu empirycznie dobrodziejstwo najnowszego zakupu. Drapiesz drapkę własnymi paznokciami, a potem podtykasz je kotu pod nos, żeby zobaczył jakie są teraz piękne. Się nawet przez chwilę zaciekawił tym dziwnym ludzkim obyczajem. Po czym oddalił się w poszukiwaniu atrakcyjnego mebla, bo właśnie sobie przypomniał, że czas wyostrzyć pazury. Nic to, nie poddawajmy się. Może Mu się kolor nie podoba? - pocieszasz się w swojej niedoli, a kilka dni później przynosisz nową. Efekt jak poprzednio.

Szpaler drapek rośnie, zdobiąc twoje mieszkanie wszystkimi kolorami tęczy, a Kot i tak masakruje kolejne meble. Trzeba Mu nawet przyznać, że osiągnął w swojej bezczelności mistrzostwo, bo teraz najchętniej robi to w akompaniamencie twoich groźnych „apsików”, patrząc ci przy tym głęboko w oczy (co w zasadzie można już nazwać sadyzmem).

I tak jest ze wszystkim. Z tłumaczeniem Kotu, że nie chodzi się po stole (też coś), z próbą wyrugowania go z łóżka i własnej kołdry (sam sobie śpij w koszyczku, jak ci się tak podoba), albo niekończącymi się eksplikacjami, że przyzwoity Kot nie wspina się po firankach (a niby dlaczego?). Itp., itd…Albo to wreszcie pojmiesz, albo wypad z lokalu.

Iza Jarska





Projekt i realizacja: direktpoint