Czwartek, 2017.03.30 Amelii, Dobromira, Leonarda

Pokora rzecz ludzka

Portret kota
Pożycie z Kotem jest w zasadzie jednym wielkim pasmem upokorzeń. Oczywiście dla człowieka. Bo Kot pojęcie godności osobistej stosuje wyłącznie do siebie, jako w sposób naturalny przysługujące istocie wyższego rzędu.

Pierwsze upokorzenie spotka Cię na samym początku, kiedy tylko sprowadzisz sobie Śierściucha do domu. Być może nawet już pierwszego dnia. Jako jednostka naiwna i, co tu ukrywać, słaba psychicznie (jak to człowiek) gwałtownie, niczym kania dżdżu, zapragniesz pewnego razu towarzystwa swojego Kiciusia. Sęk w tym, że wspomniany Kiciuś może mieć w tym samym czasie bardzo ważne zadania do wykonania. Tak ważkie, że zaprowadzą Go poza zasięg twojego wzroku.

Może na przykład z najwyższym poświęceniem (bo to zawsze jest poświęcenie) zażywać snu w szufladzie pomiędzy twoją bielizną,
albo w pawlaczu na worku z resztkami gipsu (tutaj mamy atrakcyjne dla Kota efekty specjalne w postaci chmury pyłu, która się podniesie, kiedy będziesz Go chciał stamtąd wywlec),
lubo też na półce za wielotomowym wydaniem dzieł wszystkich Marii Dąbrowskiej.
Może być też tak, że właśnie rozmyśla nad kondycją kociego żywota na przestrzeni wieków.
Ewentualnie z najwyższym natężeniem obserwuje ptactwo za oknem, ze stoickim spokojem wyczekując aż znany z literatury wróbelek - idiota sam wpadnie mu w pazury…

Tak czy siak jest baaardzo zajęty i nie ma czasu na dyrdymały. I właśnie wtedy ty Mu wyjeżdżasz ze swoimi pomysłami. To znaczy konkretnie - wołasz Go po imieniu.. I myślisz ty durny, że przyjdzie? Bo Ci zachciało kociego towarzystwa!? No, skandal! Zresztą Kot, nawet gdyby nie był akurat zajęty, to nie może przyjść do ciebie ot tak, na zawołanie ze względów, że tak powiem, wychowawczych. Obawia się bowiem, że widząc jego spolegliwość (tfu! na psa urok - Kot i spolegliwość!) nadmiernie mu się rozochocisz. Zobaczysz, że przychodzi na zawołanie i - cytując klasyków, w tym wypadku Szyszkownika Kilkujadka z „Kingsajzu” - w d…ci się poprzewraca od nadmiaru wrażeń.

Dlatego zasada jest taka - ty wołasz Kota - Kot to olewa. I to jest ten pierwszy moment twojego upokorzenia - do którego to stanu lepiej się przyzwyczaić od razu, bo będzie permanentny.

Bo czyż jest coś bardziej żałosnego, jak przymilne nawoływanie kogoś, kto jest głuchy na nasze wezwania. I to bynajmniej nie ze względu na swoją ułomność. Totalny obciach, współcześnie zwany masakrą.

No i już zostaniesz takim Królem Obciachowców na zawsze. Upokorzenie w relacjach z Kotem będzie ci towarzyszyć non - stop. A to, gdy chwaląc się przed znajomymi właśnie skończysz zdanie: „Mój Bonifacy nigdy niczego nie niszczy”, Kocior spektakularnie zwali na podłogę pamiątkową porcelanową figurkę po babci, które to cacko twoja antenatka ofiarnie ocliła zarówno przed nazistą, jak i bolszewikiem. Huk tłuczonej porcelany będzie wielki. Twój wstyd, jeszcze większy.
To znowu zachęcony Jego przyjaznym ocieraniem stracisz rozum i porwiesz Kiciusia Kochanego na ręce, za co zostaniesz zgromiony pełnym oburzenia spojrzeniem. Oraz ukarany natychmiastowym „wysprężynowaniem” tak grubiańsko zaczepianego Kota z twoich ramion. I jeszcze będziesz miał szczęście, jak Jego Wysokość obrazi się tylko na kilka godzin.
Innym razem wyciągniesz rękę, żeby Drania pogłaskać, a ten odskoczy z takim obrzydzeniem jakbyś po kokardę był pokryty trądem, skrzyżowanym z najbardziej zajadłą chorobą tropikalną, której nazwy jeszcze nie odkryli nawet naukowcy. Lubo rozdepczesz z plaskiem ukrytą przez Kota pod chodnikiem niespodziankę (dodajmy nie pachnąca różami), którą to atrakcję był On tam dla ciebie ukrył tylko po to, aby potem z wypisanym na pysku wyrazem wrednej satysfakcji obserwować twoją konsternację. Albo ponaglony niecierpliwym miaukiem otworzysz Mu drzwi, przez które wcale nie miał zamiaru przejść. I tak w kółko.

Kot zasadniczo ma pogardzie prawie wszystko co robisz. Zarówno, to co uważasz za szczególnie dla Niego atrakcyjną zabawę, albo wyjątkowo dobrą karmę, jak i twoje liczne ułomności. Tzn. w kolejności co następuje: słaby wzrok (kto to widział, żeby się potykać w ciemnościach), mizerny słuch (naprawdę nie słyszysz myszy chroboczącej dwa piętra niżej?), kiepski węch (nie czujesz, że tak karma już cuchnie?) i brak zręczności (znowu mucha ci uciekła sieroto?). A upokorzenia, które ci licznie serwuje w końcu wchodzą ci w krew.
I o zgrozo przestają uwierać.

Aż nadejdzie moment, gdy twoja sromota osiągnie apogeum. Istne Himalaje ludzkiego obciachu. Będzie to prawdopodobnie wtedy, gdy twój Skarbuś Najdroższy wlezie wysoko na półkę, z której nie będzie potem mógł zleźć, bo inny Kot odetnie mu na przykład drogę powrotu. Przyzwie cię wtedy ponaglającym miaukiem. Wtedy pokornie podejdziesz do półki i schyliwszy się zrobisz Mu pomost z własnych pleców, bo oczywiście próby wzięcia Go na ręce spełzną na niczym. Drań jeden i owszem, skorzysta, ale najpierw łapą sprawdzi, czy aby na pewno się nadajesz na podnóżek. Przejdzie w końcu po twoich plecach, a ty jeszcze będziesz zadowolony jak ten kretyn, że mu się sprawdziłeś, jako żywa kładka.
I nic, a nic nie będzie ci wstyd.
No, masakra!

Iza Jarska

Projekt i realizacja: direktpoint